42 osoby w 23 pojazdach, zjechały się 1 października do ośrodka OSiR w Sielpi, na 1 Jesienny Rajd Świętokrzyski Klubu Suzuki.
Takie małe powitanie jesieni, chociaż patrząc na pogodę, można by sądzić, że to pełnia lata.
Oprócz pogody, na uczestników czekały dwie trasy, jedna dla samochodów osobowych, druga dla aut terenowych, w sumie ponad 200 kilometrów szlaku.
Obie trasy miały podobne założenia, pokazanie atrakcji regionu, oraz zabawę i rywalizację.
Ponieważ czas przejazdu nie był liczony, to punkty zdobyć można było szukając fotopunktów i wykonując zadania na trasie.
Oczywiście najważniejsze było, aby się nie zgubić, odczytując roadbooka.
Ekipy 4x4 otrzymały podobne zadania, tylko że ich trasa wiodła głównie leśnymi duktami, na przejazd którymi otrzymaliśmy wszystkie potrzebne pozwolenia.
Pomimo, iż trasa nie była zbyt wymagająca techniczne, nie obyło się bez drobnych zdarzeń, gdzie przydała się koleżeńska pomoc w powrocie na szlak.
Kilka godzin na trasie rajdu, powrót do bazy i niespodzianka – egzamin z leśnej ścieżki edukacyjnej.
Punkty zdobyte w jego trakcie istotnie zaważyły na kolejności uczestników na mecie.
Nagrody ufundowane przez Suzuki Motor Poland oraz Shell zostały uroczyście wręczone w obecności przedstawicieli fundatorów.
Wśród sponsorów dzięki którym możliwe było zorganizowanie Rajdu wymienić trzeba Japan Motors, Autotraper, Folwark którego przedstawiciele również byli obecni na naszej imprezie.
Patronat nad Rajdem objął Wojewoda Świętokrzyski. Autor tekstu: Dariusz Pastor
Okiem uczestnika:
Mieliśmy wyjechać wcześniej ale wyszło jak zawszę, czyli w sobotę rano.
Ciekawe skąd wziął się korek na wylocie z Warszawy o takiej porze? Zatem już na pewno nie zdążymy na oficjalny start.
Z obaw wybawia nas telefon od organizatorów z pytaniem gdzie jesteśmy i czy będziemy?
Oczywiście będziemy przecież to Rajd Klubu.
Kiedy już nam się wydawało, że pojedziemy szybko S7 GPS prowadzi nas w bok na drogę 728. Gdzie jest ta Sielpia?
Po jakimś czasie przez Nowe Miasto nad Policą dojeżdżamy do Końskich. Wygląda na to, że już niedaleko.
No i rzeczywiście po kilku minutach Sielpia i znaki Suzuki – jesteśmy w bazie.
Okazuje się, że wszyscy już pojechali i będziemy jak nam się wtedy wydawało ostatni.
Małe przepakowanie i przestawienie w tryb rajdowy i jesteśmy na trasie.
Wyjazd na drogę do Końskich i po kilkuset metrach skręcamy w prawo, w las.
Na początku asfalt a potem już szuter prosto przez las.
Po kilku kilometrach jazdy w jesiennym lesie docieramy do ... Piekła.
Tam też spotykamy grupę Samurajów tak jak i my wędrujących szlakami Rajdu.
Po chwili wieś już za nami i znowu jesteśmy w lesie. Długa, prosta droga, piękne słońce, kolory no i my z Vitarą - po to właśnie tu przyjechaliśmy. Widać, że byłoby jeszcze ciekawiej gdyby trochę popadało wcześniej a tak zamiast błota mamy kurz.
Kolejny wyjazd z lasu i już jesteśmy w Pile.
Za mostkiem w prawo i objechać kępę z prawej strony.
Mostek jest więc skręcamy w prawo ale którą to kępę autor roadbooka miał na myśli?
Jedziemy dalej z przekonaniem, że to dobra droga i tak było rzeczywiście choć póki co nie mamy żadnego punktu foto co nas już nieco niepokoi.
Docieramy do Starej Kuźnicy i potem dalej na drogę w kierunku Ruskiego Brodu. Zaraz, zaraz – ale gdzie ten zjazd w lewo?
Miał być wcześniej ale nie ma wiec dojeżdżamy do wsi – to chyba jednak trochę za daleko. Wracamy i skręcamy w las.
Trochę chyba jednak nie tak ale GPS pokazuje, że kierunek się zgadza - rzeczywiście po kilkuset metrach docieramy do właściwej drogi.
Jedziemy dalej i już na pewno wiemy, że w dobrym kierunku bo jest krzyż i punkt foto oraz dwa zadania.
Zbieramy kasztany – chyba inni już tu byli bo coś mało ich jest.
Wsiadamy do auta i docieramy do kolejnej kratki, kolejnego punktu foto. To już Kupimierz i zgodnie ze wskazówkami skręcamy w prawo za wsią. Udało się wypatrzyć kolejny punkt foto – nastroje nam się znacznie poprawiają i to nie tylko z powodu tego punktu ale też dlatego, że widoki piękne – las z oddali wygląda równie dobrze jak z bliska.
Kolejna, kratka i jeszcze jedna. Gdzieś po drodze znajdujemy mały sklepik przy drodze i krótka przerwa. Grand Vitara wygląda na zupełnie nie zmęczoną ale my trochę już tak.
Gdzie ta ścieżka dydaktyczna? Powinna być już na tej kratce a wciąż tylko typowa leśna droga. Wreszcie jest – pierwsza tablica, druga, trzecia.
Czytamy trochę ale i można czytać o drzewach i to takie szczegóły? Kto by to zapamiętał no i po co?
Ważne, że jest się w lesie i można to wszystko zobaczyć a sosnę od świerku przecież rozróżniamy i nawet grab od dębu też.
Po następnych kratkach docieramy do Końskich.
Kolejna przerwa na małe zakupy i dalej na trasę.
Wyjeżdżamy z miasta i po 3 kilometrach jesteśmy ponownie w lesie. Otwiera się przed nami mała polana i co to?
No tak jesteśmy w Niebie. Teraz już wszystko jasne – od Piekła do Nieba.
Jeszcze tylko kilka następnych kilometrów drogą z zakrętami pod kątem prostym – jakoś udało nam się wybrać te właściwe drogi na tych zakrętach i już ponownie jesteśmy na drodze do Sielpi.
To już baza i koniec rajdu. Zdajemy roadbooka i się okazuje, że koniec to będzie jak odpowiemy na 3 pytania bo to jest ostanie, tajne zadanie niespodzianka.
Dwie pierwsze odpowiedzi całkiem dobrze nam wychodzą ale czym się różni sosna od sosny to już nie wiemy. No tak trzeba było jednak dokładniej czytać te tablice na ścieżce dydaktycznej.
Trochę odpoczynku i zwiedzanie okolic jeziora. Kto by pomyślał, że będziemy w przyjemnym słońcu pedałować na rowerku wodnym na początku października? Wreszcie ogłoszenie wyników rajdu.
Cieszymy się razem ze zwycięzcami, zwłaszcza, że są z nami pierwszy raz.
Na koniec ognisko. Robi się ciemno i chłodniej więc ogień przyciąga coraz więcej uczestników.
Siedzimy, rozmawiamy są i kiełbaski. Wreszcie jest już całkiem późno i pora się zbierać choć nie do końca się chce.
Po śladach wracamy do domu. To już na pewno jesień bo aż do samej Warszawy towarzyszą nam silne mgły ale Vitara dowozi nas bezpiecznie jak zawsze.
Patrzę na nią odchodząc z parkingu i mówimy sobie – do następnego razu.
Po raz drugi odbyło się terenowe spotkanie fanów Suzuki - Warszawskie Manewry.
Uczestnicy postanowili zmierzyć się z bezdrożami okolic Warszawy. Okazuje się, że nawet na tak silnie zurbanizowanym terenie są miejsca gdzie przydaje się napęd 4x4 naszych aut Suzuki. Z powodu dość suchej wiosny nie było tym razem błota. Pokaźny prześwit i dobre wybieranie nierówności pomagało pokonywać kolejne kilometry trasy.
Trasa wiodła bezdrożami na południowy-zachód od Warszawy i liczyła sobie prawie 120km. Z tego większość po drogach nieutwardzonych. Na trasie zlokalizowane były zagadki, foto zagadki oraz trzeba było wykazać się umiejętnościami nawigacyjnymi. Wszystkim ekipom udało się trasę przejechać bez problemowo. Trochę adrenaliny dostarczyły brody, które nasze Suzuki pokonały w iście rajdowym stylu.
Na zakończenie odbyło się ognisko, a wszystkie załogi otrzymały pamiątkowe upominki od Suzuki Motor Poland, któremu serdecznie dziękujemy za wsparcie.
Zapraszamy na kolejną edycję Warszawskich Manewrów już jesienią. Emocji na pewno nie zabraknie.
zobacz zdjęcia >>
W długi majowy weekend, Ośrodek Sportu i Rekreacji Stare Kaleńsko na Pojezierzu Drawskim stał się bazą IX już Zlotu Klubu Suzuki. 26 samochodów marki Suzuki, ponad 60 osób, które postanowiły wspólnie spędzić wolne chwile. Całkiem liczną grupę stanowiło młodsze pokolenie. Rodzinne spotkania wraz z dziećmi, nawet tymi najmłodszymi bardzo cieszą. Wszak wedle powiedzenia, „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym ………” Liczymy na to, iż młodsi przejmą po nas tradycje wspólnej zabawy, a atmosfera bez podziału na młodych, starych, grubych czy chudych, dalej będzie w klubie. Tak jak do tej pory, nie ma znaczenia czy to auto terenowe, czy osobowe, wiek czy profesja użytkownika, zawsze znajdujemy wspólny język do rozmów. Nie zabrakło także naszych partnerów z AUTOTRAPER, Z LABIJAK AUTO LAMA, z SUZUKI MOTOR POLAND oraz z SHELLa. Zabaw i atrakcji było wiele i to nie tylko związanych z motoryzacją. Park linowy, ścianka wspinaczkowa czy sprzęt pływający, to wszystko było do dyspozycji zlotowiczów. Oczywiście nie mogło zabraknąć prób sprawnościowych autami. Dla aut z napędem na cztery koła konkurencje takie rozgrywane były na torze off road przy Ośrodku. Rozegrano próbę terenową na odcinku obserwowanym na czas oraz próbę pokonania malowniczej trasy wokół jeziora według przygotowanego roadbooka połączoną z zadaniami dodatkowymi, takimi jak fotografie wybranych miejsc oraz odpowiedzi na pytania dotyczące pokonanej trasy. Rodzaj testu na spostrzegawczość.
Na osoby kochające szybsze rozrywki czekało lotnisko w Broczynie, gdzie w bezpiecznych warunkach można było poczuć smak adrenaliny wywołany szybkością. Przygotowano próby jazdy technicznej na czas z zadaniami dodatkowymi oraz testy najnowszego flagowego auta Suzuki Kizashi udostępnionego nam przez zaprzyjaźnionego dealera AUTOTRAPER. Zwycięzcą w kategorii aut 4x4 został Marcin Kędzia z Poznania w Suzuki Grand Vitarze II. Zwycięzcą klasyfikacji punktowej na lotnisku został Maciek Kowalczyk z Nadarzyna w Suzuki Swift GTi Nagrody zostały wręczone osobiście przez przedstawiciela firmy Shell (fundatora nagród), panią Justynę Goraj. Na poniedziałek przygotowane były zgoła inne atrakcje. Wycieczka do Bornego Sulinowa i zwiedzanie niegdyś tajnego miasta kojarzonego dziś z Radziecką Armią. Dla wielu uczestników nie małym zaskoczeniem było to, iż miasteczka wcale nie założyli Rosjanie, a Niemcy. Takich ciekawostek było znacznie więcej, ale nie będziemy odbierać chleba przewodnikom, zdradzając ich tajemnice. Zwiedzaliśmy również wymarłe miasto Kłomino i bazę rakietową w pobliskim lesie. Ponieważ była to wycieczka pasjonatów motoryzacji, nie zabrakło takich akcentów jak jazda po tankodromie. Najpierw pojazdem wojskowym, potem własnymi autami. Wracając do bazy zlotu podziwialiśmy największe Wrzosowska w Europie. Dzień zakończył się tradycyjnie wspólną biesiadą, gdzie można było wymienić doświadczenia, zacieśnić bądź nawiązać przyjaźnie i snuć plany kolejnych imprez. zobacz zdjęcia >>
Mieszkam na południu polski i od niemal 2 lat jeżdżę samochodem Suzuki SX4 w wersji sedan z 2008 roku. W weekend od 21 do 24 stycznia miałem okazję przetestować możliwości nowego modelu (a właściwie odnowionego modelu) Suzuki SX4. Nie jestem zawodowcem w tej materii a test starałem się przeprowadzić pod kątem zwykłego użytkownika.
Sam model SX4 zadebiutował w 2006 roku jako owoc współpracy japońsko-włoskiej (Fiat Sedici). W 2009 roku SX-owi zrobiono niewielki lifting efektem czego otrzymał zmieniony kształt zderzaków, atrapę chłodnicy, zupełnie nowe wskaźniki
ale również zmienił się (choć nieznacznie) kształt konsoli środkowej.
Silnik pomimo tej samej pojemności (1586 cm3)otrzymał kilka dodatkowych koni.
Niewielkie gabaryty, napęd na wszystkie osie oraz bogate wyposażenie to główne zalety Suzuki SX4 który doskonale nadaje się do miasta. Wysoka pozycja za kierownicą (siedzenie regulowane w poziomie i pionie)
doskonała widoczność oraz duże (podgrzewane i elektrycznie regulowane)lusterka boczne doskonale sprawdzą się podczas parkowania a dzięki sporemu prześwitowi (175 mm) i dużym kołom (16') nie straszne mu krawężniki i wyrwy w jezdni.
Co prawda napęd 4x4 nie robi z SX-a auta terenowego ale podczas trudnych warunków sprawdza się idealnie.
(w sezonie letnim mam problemy z podjazdem pod tą górkę :D) a na dowód mam takie filmiki (chciałem zrobić kilka fotek podczas tego podjazdu :D nie udało się gdyż warunki nie pozwoliły na zatrzymanie się :) SX4 nie jest może demonem prędkości ale 120 konny silnik benzynowy bardzo dobrze radzi sobie z masą SX-a.
Na udowodnienie mojej wypowiedzi niech będzie ten krótki filmik manewru wyprzedzania :) Miałem okazję przejechać kawałek polski i nie byłem zawalidrogą Co prawda załączenie napędu wszystkich kół zabiera sporo mocy ale w trasie nie jest on nam niezbędny i jednym ruchem przełącznika możemy pozostać przy napędzie przedniej osi (co będzie z pożytkiem dla naszego portfela :) ) .
Napęd na tylną oś podniósł nieco wagę samochodu ( około 70 kg) ale dzięki temu masa samochodu jest nieco lepiej rozłożona co w efekcie pozwala na znacznie pewniejsze trzymanie się auta w zakrętach. W prywatnym SX-ie który pomimo przedłużonego tyłu często zauważałem uślizgi w ciasnawych zakrętach.
Testowany samochód (wersja Premium) wyposażony był między innymi w przednie i boczne poduszki powietrzne, kurtyny powietrzne, systemy ABS+ EBD oraz BAS, belki wzmacniające w drzwiach bocznych nie mogą przejść bez echa jeżeli dbamy o bezpieczeństwo swoje oraz pasażerów. Automatyczna klimatyzacja, system kluczyka elektronicznego, podgrzewane fotele przednie czy też skórzane koło kierownicy na pewno umilą nam trudy związane z codziennym użytkowaniem polskich dróg. Pojemność bagażnika może nie zachwyca (275 L) ale dzięki dzielonemu oparciu (w stosunku 1/3)
udało mi
się zmieścić do niego 2 deski snowboardowe, 1 parę nart, trzy pary obuwia i w bardzo przyzwoitych warunkach w trzy dorosłe osoby dojechać pod sam wyciąg (spojrzenia kierowców zmagających się ze śliskim podjazdem "bezcenne" ).
Na podsumowanie dodam iż auto podczas testu przejechało 1060 km a średnie spalanie wyszło na poziomie 7,4 L/100 km. Test obejmował: 700 km trasy 250 km trudnych górskich warunków i obciążeniem (3 osoby i sprzęt narciarski) 110 km w typowo miejskich warunkach ze światłami i niewielkimi korkami.
Ocena: +Dobry napęd i silnik +Precyzyjny układ kierowniczy +Bardzo dobre hamulce +Bogate wyposażenie +Ogólna bryła samochodu
-Hałas przy wyższych prędkościach (przydał by się 6 bieg) -Twarde zawieszenie -Mały bagażnik
Jeszcze jedno (apeluję do konstruktorów SX-a oddajcie przycisk Lumina Cancel bardzo go brakuje :( przy obecnej konfiguracji trzeba się nieźle nagimnastykować aby przyciemnić podświetlenie zegarów i konsoli gdy nastaną ciemności)
W dniu 8 stycznia 2011 roku odbył się II Kulig Klubu Suzuki. Podobnie jak w roku ubiegłym uczestnicy spotkali się Otwocku u organizatorów Kuligu. Godzina 10 45 wyruszamy do Bazy „Torfy” w Mazowieckim Parku Krajobrazowym.
A tak to wyglądało :
1. Artur tym razem zabrał ze sobą swoje króliczki ;)
2. Znajdź wyróżniający się element :)
3. Na kuligu do zdjęć trzeba ładnie wyglądzać więc mała poprawka kołnierzyka ;)
4. Balansowanie aby utrzymać równowagę... jednak niektórzy mieli czas rzucać się śnieżkami ;)
5. Wszyscy się profesjonalnie przygotowali do kuligu - były ciepłe zimowe kurtki i nieprzemakalne, ciepłe zimowe buty...
6. Chwila przerwy na złapanie oddechu...
7. Round 1 - FIGHT !!
8. Byli ranni
9. Byli też snajperzy...
10. To to nie wiem co to było ale przypomina mi rzut wolny w koszykówce ;)
11. Były również serwy a'la siatkówka
12. A wszystko pod czujnym okiem mamusi :)
13. Niektórzy wyglądali po walce śnieżnej trochę niewyraźnie...
14. Inni dosłownie zintegrowali się z samochodami
15. A reszta przygotowywała amunicję na drogę powrotną
16. Diablica na pokładzie JarkaCh dzielnie próbowała robić zdjęcia w niełatwym terenie
17. W międzyczasie kolega "grzywka" dbał o bezpieczeństwo najmłodszych :)
18. Po pierwszej przejażdżce czas na gorącą herbatkę
19. I kiełbaski prosto z ogniska
20. Okazało się, że cały czas ktoś nas obserwował...
21. I Czarkowi znowu zrobiło się gorąco ;)
22. Chyba ze stresu niektórzy musieli wziąść głębszy oddech... synchronicznie... ;)
23. Inni chyba obrazili się na siebie i odwrócili się do siebie.... hakami??